Klient poczty elektronicznej coraz rzadziej korzysta z tego, co nazwać możemy programem pocztowym lub – dość zabawne utożsamienie człowieka i jego narzędzia – klientem poczty elektronicznej. Rzadko, ale nie znaczy to, że nie należy brać pod uwagę również takiego klienta (z całą dwuznacznością tego określenia). Okazuje się, że pomimo słabnących udziałów „klientów” na rynku poczty elektronicznej i zwycięstwa poczty typu webmail, wciąż z klientów korzystają (zapewne taka chęć do wysługiwania się) najbogatsi i postawieni na najwyższych stanowiskach.

Nie to, żeby korzystali z tego w każdej sytuacji, ale pocztę zawodową najczęściej obsługują właśnie w ten sposób – ściągają ją na służbowy komputer za pomocą programu pocztowego. Być może po to, by nikt nie zmusił ich do pracy poza godzinami. E-mailing na pocztę służbową niby to przynosi mniejsze korzyści niż na osobistą, ale wyobraźmy sobie, że ktoś zachwyci się naszym produktem w pracy i namówi firmę, by zmusiła wszystkich do sięgnięcia po nasz produkt – gra warta świeczki – zbiorowe zamówienie na setki  tysięcy złotych dzięki jednemu mejlowi, który kosztuje tyle, co nic. Warto dbać o takiego klienta jeszcze z jednego powodu – nie mamy nierzadko dostępu do innego niż służbowy adresu e-mailowego, z którego korzysta. Jesteśmy więc zmuszeni prowadzić e-mail marketing właśnie na skrzynkę, z której korzysta przez klienta. Nasz e-mailing musi spełniać normy, jakie obsługuje większość klientów. Programy pocztowe nie mają możliwości działania we wszystkich protokołach, więc optymalizacja pod najczęściej używane da nam najlepszy odbiór dla działań newsletter.